O blogu

To blog literacko-społeczny. Nie traktuj wszystkiego zbyt poważnie.

Dlaczego piszę?

Pisanie jest dla mnie formą terapii, odskocznią. Kiedy zasiadam do komputera albo – tak klasycznie – przed kartką, wiem, że wyzbywam się tego wszystkiego, co jest we mnie. Mam poczucie, że doświadczam głębi, oczyszczenia, przełamuję też wstyd. Nie ma tematu tabu, są jedynie nieopublikowane myśli, wpisy. Nie wszystkim muszę się dzielić. Choć tak wiele chciałbym Wam powiedzieć. O sobie i o tym, czym żyję. Co staje się moim Mount Everestem każdego dnia. O przekraczaniu siebie. Doświadczeniu przebaczenia. Rozumieniu tego, co niezrozumiałe. A jedyną niezrozumiałą rzeczą w naszym życiu jest cierpienie. Przeczytałem to w książce „Na szlaku do Compostelli” – Hape Kerkelinga: Cierpienie jest nierozumieniem. A jeżeli się nie pojmuje, to trzeba mieć zaufanie. Pisanie jest zaufaniem, że ten drugi, który to czyta, przeżyje to, co piszę, na swój własny, wyjątkowy sposób. I nie skrzywdzi słowem. Tak jak i ja pragnę tego nie robić.

Nie wiem, czy zastanawiałeś się kiedyś, ale nasze życie jest słowem. Rzeczywistość jest budowana za pomocą słów, wiele emocji wydostaje się dopiero po wypowiedzi drugiej osoby. Możesz mówić „kocham” albo „nienawidzę”. Dajesz lub zabierasz życie. Czasem wydaje Ci się, że to tylko słowa, a to rzeczywistość, którą budujesz. Nasze zaufanie jest oparte na słowie i czynach. W dużej mierze jednak na słowie, bo wielkie próby przychodzą czasem tylko raz w życiu. My ufamy słowom, które usłyszeliśmy wcześniej. Że Cię nie opuszczę aż do śmierci…

Piszę także, aby poznawać ludzi, którzy myślą i/lub czują podobnie. Lub czują, że to, co piszę, daje im wytchnienie, mimo różnic. Dzięki temu blogowi poznałem już kilka osób, z którymi znajomość nadal się rozwija. Jest to piękne doświadczenie, że talent jest dany dla drugiego, nie na własny użytek. Że jest ktoś, kto myśli tak jak Ty. To buduje. Stwarza miejsce rozwoju. I tym też jest ten blog. Miejscem, gdzie mogę spojrzeć z boku na wszystkie zmiany, z pewnej perspektywy. Pójść do przodu.

Przede wszystkim chcę jednak, aby Ci, których znam, a którzy z różnych powodów nie mogą mi obecnie towarzyszyć, mogli być blisko.

dlaczego

W czasach, w których jeszcze nie było Facebooka, Twittera czy Naszej-Klasy, jako małe dziecko miałem wielkie pragnienie, aby grać na jakimś instrumencie muzycznym. Marzył mi się wtedy fortepian. Niestety, nie udało mi się przekonać do tego pomysłu rodziców. Z perspektywy czasu widzę, że wyszło mi to na dobre. Kiedy nie pozwolono mi grać – zacząłem pisać. Ze wściekłości, rozdrażnienia, emocji. Później przyszedł czas szkoły podstawowej, a tam zdarzyło mi się napisać piosenkę o dwójce zakochanych w sobie – koledze z klasy i rok starszej koleżance. Nie była to poezja najwyższych lotów, raczej satyra, za którą większość rówieśników mnie uwielbiała. Jedynie Ci, o których to napisałem, chcieli sprzedać mnie co najmniej na czarnym rynku. Jak się okazało – mieli dobrą intuicję. Dwa lata później (albo trzy?) stworzyłem wiersz (o rzeczywistości w Afryce widzianej z perspektywy dwunastolatka), do którego napisano melodię, który wygrał jakiś tam ogólnopolski konkurs. I tak stałem się pierwszym literatem mojej szkoły podstawowej. W gimnazjum było podobnie, tylko że teoretycznie na mniejszą skalę. Od pisania prac na konkursy wolałem blogi. Potem zarzuciłem pisanie w formie ciągłej. Zacząłem udzielać się na różnych forach. Gdzieś to słowo jakoś ciągle mi towarzyszyło. Aż tu nagle w trzeciej liceum zaproponowano mi pisanie dla gazetki szkolnej, która będzie się ukazywać w formie bloga. Przekonałem się. Po pierwszym tekście chciałem zapaść się pod ziemię. Po drugim noszono mnie na rękach. Później już wszystko samo się potoczyło i piszę po dzień dzisiejszy (jednak już od dawna nie w gazetce, w gwoli ścisłości). Traktuję to jako rzeczywistość ciągle aktualną, dlatego postanawiam zakończyć w ten sposób tę krótką biografię.